Zerwijmy krępujące nas więzy przyziemności.
Otrząśnijmy się ze spowijającej nas szarej mgły beznadziei i smutku. Wstydu za czyjeś przewiny, niepotrzebnego i bezzasadnego.
Wznieśmy się ponad szarość codzienności. Nad swary i kłótnie. Na poetycki Parnas.
Z dala od publicznych debat, co wzorem nam być powinny, a których poziom błąka się przy ujściu z syfonu do rury PCV (Ø15)
Czas zostawić to za sobą. Choć na chwilę.
Zanurzyć się w baśniowy czar świata poezji. Musnąć grzywę Pegaza, wtulić się pomiędzy Jego skrzydła i pomknąć hen, gdzieś w chmury. Ku Słońcu!
Przedstawić Wam pragnę teraz utwór rymami złożony, niezwykłej wprost urody. Nie dociekłem, któż mógłby być twórcą tej niezwykłej, poetyckiej perełki, bo pewnie jak wielu innych , przepadł gdzieś niezasłużenie w mroku zapomnienia.
Podmiot liryczny jest ukryty, i tak jak autor, nieznany. A treść pod pozorem błahostki niezwykle ważkie niesie treści. I przesłanie. Jest prośba o refleksję. O uważną ocenę intencji. O poszukiwanie ukrytego znaczenia , a nie bezkrytyczne i powierzchowne przyjmowanie podawanych treści.
Jak często powtarzała narratorka w świetnej powieści „ Mansfield Park ” -„Sprawy prawie zawsze okazują się inne, niż to pierwotnie się wydawało”…..
Baba i Chłop
Raz koło okna przeszedł przechodzień
I mimo woli usłyszał głosy
Jak baba chłopu głośno prawiła
Aż mu stanęły na głowie włosy!
„Nie pchaj tak mocno!” mówiła baba
„Nikt w taki sposób nie dłubie.
Dobrze przypasuj, to samo wejdzie
Pchaj pomalutku, ty stary czubie!”
„O widzisz – znowu z dziury wypadło
Ciągle się ślizga i wylatuje
Nastawiam prosto, ty wpychaj wolno
Niezdarność mnie denerwuje!”
Nie mógł już dłużej zdzierżyć przechodzień
Ciekawość wzięła w nim górę
Patrzy przez okno, a tu chłop z babą
przypasowują do pieca rurę!
Krzysztof Litwin w Piwnicy Pod Baranami w taki sam sposób próbował dotrzeć do piwnicznej publiki. W niezapomnianym utworze: „Moja dzieweczka ma takie coś” jest ten sam subtelny zabieg formalny. Zabawny, ale i wzruszający i mądry. Chociaż rzecz majaczy początkowo inaczej, to przecież autor żartobliwie grożąc palcem, prostuje myśli rozwichrzone. Owe „coś” okazuje się nareszcie usteczkami słodkimi. W wierszu „Poszła Maryś raz na raki” jest to po prostu zwyczajna siatka na skorupiaki. A nie coś innego. O!
komentarze
Panie Szanowny Tarantulo żeby od rańca tak
żeby od rańca z tak podstępnym postem po blogach biegać,
jakby co to ja literalnie czytałem, nie tak jak inni, o nie!
prezes,traktor,redaktor
max -- 17.10.2008 - 08:39max
I to jest przynajmniej szczere. Inni strugaja Katonów, i udaja skromnisie, które nie podejrzewają w swojej ufności żadnego drugiego dna.
Że jest to liryczna opowieść o dwojgu starszych ludzi przygotowujących się wspólnie do sezonu zimowego. I tyle.
Albo się nieszczerze oburzają.
Pozdrowienia!
tarantula
tarantula -- 17.10.2008 - 09:30Mysli nie uczesane
a kudłate:)
AnnPol -- 17.10.2008 - 10:01Ja lubię inny wiersz.
Znaczy, jest krótki, ale mądry. W ogóle zawiera w sobie dużo mądrości. Napisał go Janusz Minkiewicz i brzmi on:
Raz w Sing-Singu
na dancingu
syn King-Konga
grał w ping-ponga.
Pozdrawiam Panie tarantulo. Mnie się Dzieło podoba :)
mindrunner -- 17.10.2008 - 12:36No, no, bezeceństwa tu się szerzą, że ho, ho:)
ale podoba mi się:)
Pozdrówka.
grześ -- 17.10.2008 - 12:55